Pierwszy dzień na siłowni

weight-1684218_960_720Jeśli czytacie mojego bloga to już pewnie wiecie, że wobec nikłej skuteczności mojego dotychczasowego treningu, postanowiłam go nieco zmodyfikować i zapisałam się w tym celu na siłownię. Aby nie było mi bardzo głupio namówiłam też na wspólne sesje treningowe moją koleżankę z pracy, która co prawda nie specjalnych powodów do tego żeby się odchudzać (tak moja droga wyglądasz doskonale) ale za to lubi się ruszać.

Żeby było ciekawiej żadna z nas nie miała dotąd kontaktu z formami ruchu jakich można zażywać w klubach fitness, ale wcale nas to nie zrażało i pełne wigoru, wypełnione pozytywną energią udałyśmy się na trening.

Nie byłabym sobą gdybym przed tym wydarzeniem nie przewertowała internetu w poszukiwaniu najlepszego planu treningowego, dzięki któremu udałoby mi się spełnić moje założenia. Przyznam się szczerze, że to zadanie nie należało wcale do łatwych, a to z powodu ogromu informacji jakie można znaleźć na setkach stron i blogów. W obliczu takiej ilości różnych ćwiczeń, systemów, szóstek weidera i całej masy innych przydatnych rzeczy, wcale nie było łatwo dokonać właściwego wyboru. Nie poddałam się jednak i po przefiltrowaniu setek tysięcy artykułów na temat ćwiczeń na siłowni (no może tylko kilku ;P) opracowałam nam plan treningowy. To czy będzie skuteczny okaże się już wkrótce, na razie wygląda to tak:

Ćwiczymy 4 razy w tygodniu, dlatego treningi podzieliłam na 2 sety, na których będziemy “przerabiać” inne grupy mięśniowe. I tak pierwszego dnia przerabiamy nogi, pośladki i plecy, a następnego klatkę piersiową, ręce i barki czyli całą górę. Potem następuje dzień odpoczynku i od nowa. Każdy trening poprzedza solidna rozgrzewka (i plotki) a kończy sesja ćwiczeń aerobowych trwających tak długo, żeby wypełnić resztę czasu jaki nam pozostała. Cały trening zaplanowałyśmy na około 1,5 godziny.

Ćwiczenia jakie wykonujemy na każdą z wymienionych części ciała są bardzo różne i zależą od naszego nastroju. Pierwszego dnia robiłyśmy przysiady, prostowanie nóg na maszynie i uginanie nóg w leżeniu na brzuchu (do czego posłużyło nam specjalne urządzenie przeznaczone do modelowania tylnej części ud i pośladków). Za cały trening pleców musiały wystarczyć nam symulatory wiosłowania.

Drugiego dnia wyciskałyśmy na maszynie przeznaczonej do tego celu i robiłyśmy coś w rodzaju “obejmowania beczki”, które wykonuje się trzymając w rękach drążki odpowiedniego urządzenia. Ręce przećwiczyłyśmy z hantlami, a na barki unosiłyśmy ramiona bokiem z niesamowitymi, 1 kg ciężarkami ;).

Aeroby były na rowerkach i trochę na bieżni.

Ogólnie, po 2 dniach takiego trenowania, mogę wam powiedzieć, że zakwasy nie są uciążliwe. SĄ KOSZMARNE, ale o dziwo przyjemne. Czujemy się obie naładowane energią i mamy ochotę na więcej. Dziś dzień przerwy, ale już nie mogę doczekać się następnej sesji 😉

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s